Ten model ma być następcą „Bonda” C902… Czy jest? Nie, testowany model to raczej młodszy brat C905. Nie tylko dlatego, że przypomina go z wyglądu, ale także funkcjonalnie.
Sony Ericsson od kilku lat „rodzi” telefony niemalże identyczne. W ich sofcie zmienia się tak niewiele, że nawet użytkownik, który zdradził markę na rzecz innego producenta, a później wrócił niczym syn marnotrawny do modelu o kilka pokoleń młodszego, odnajdzie się w obsłudze bezbłędnie. Dla jednych to zaleta, dla innych wada. Dla mnie to za…cofanie.
Chyba żaden inny z wcześniejszych modeli Sony Ericssona tak bardzo nie przypominał tradycyjnej cyfrówki. Owszem, już kilka posiadało na klawiszach piktograficzne oznaczenia makro, samowyzwalacza lub lampy błyskowej, ale C903 to pierwszy, który posiada osłonę obiektywu niemalże identyczną jak w obecnych płaskich kompaktach z serii Cyber-Shot. Wprawne oko wychwyci napis „Sony Ericsson”, ale ogólny zamysł jest dokładnie taki sam.
Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy, jest stosunkowo duży wyświetlacz 2,4″” obsługujący 262 144 kolorów. Nie jest dotykowy, a jego rozdzielczość to tylko QVGA, co jedynie potęguje wrażenie jego wielkości. Jest on czytelny nawet w słońcu, co nie zdarza się często, a dzięki temu łatwiej jest kadrować zdjęcia, lub korzystać z nawigacji – chociażby popularnego programu Navi Expert, który działa na testowanym modelu idealnie. Telefon jest lekki (96 g) i nadzwyczaj mały (97,0 x 49,0 x 16,0 mm).
C903 to slider, a zatem obudowa składa się z dwóch rozsuwanych względem siebie części. Mechanizm działa bardzo sprawnie oraz – co nie zawsze jest oczywiste u innych producentów – sprężynuje. Model był u mnie w testach dosyć krótko, jednak nie zauważyłem w tym czasie żadnych oznak, które mogłyby dać uzasadnione obawy co do precyzji działania klawiatury po dłuższym czasie użytkowania. Same klawisze także są wygodne. Leżą w poziomych rzędach i nie są od siebie oddzielone. Jedynie małe zastrzeżenie mogę mieć do ich łukowego przekroju. Patrząc na taflę klawiatury z boku, widać, że powierzchnia klawiszy układa się w falę – to może stwarzać problem osobom, które szybko i bezwzrokowo piszą SMS-y.
Pod wyświetlaczem wygospodarowano miejsce na blok podstawowych klawiszy sterujących: lewy/prawy funkcyjny, cofanie, menu podręczne, „słuchawki” oraz „kwiatek fotograficzny”. Ten ostatni przycisk nazwałem po swojemu trochę egzotycznie, jednak przydomek oddaje w pełni jego wygląd i zastosowanie. To nic innego jak zwykły pięciokierunkowy kursor z oznaczeniami dedykowanymi funkcjom aparatu: makro, flash, samowyzwalacz i tryby. Bardzo wygodnie i zarazem „rasowo” obsługuje się aparat. By go uaktywnić, wystarczy zsunąć w dół klapkę, która znajduje się z tyłu obudowy. Nie jest to mała zasłonka, jak np. w modelu K8x0 lub C702, lecz rozciąga się na całą szerokość obudowy. To pod nią znajduje się oko aparatu 5 Mpix oraz podwójna dioda doświetlająca. Niemiło zaskoczyłem się, gdy po raz pierwszy odsunąłem tę zasłonkę – byłem pewien, że Sony Ericsson zastosował w tym modelu lampę ksenonową. Nie mogę jednak zbyt długo narzekać, bo podwójna dioda LED wywiązuje się z wyznaczonego jej zadania, a dodatkowo może pełnić rolę latarki. Uznajmy to za ekonomiczny kompromis.
Lewy bok to złącze ładowania i głośnik. Na prawym znajdziemy przyciski odpowiedzialne za zoom, odtwarzanie multimediów, spust migawki oraz – po zdjęciu pokrywy baterii – slot kart M2. W dole obudowy znajdziemy mikrofon i blokadę tylnej pokrywy. Wszystkie te elementy zostały rozmieszczone zgodnie z zasadami ergonomii – obsługa jest intuicyjna. Dobrze, że aby wymienić kartę pamięci, nie musimy wyjmować baterii, a jedynie zdjąć tylny panel. Niestety obudowa jest w całości plastikowa, co oznacza, że będą na niej powstawały rysy i przetarcia.
Zdjęcia, nawigacja, muzyka i pamięć
Nie tylko techniczna strona modelu C903 wskazuje, że jest to model należący do fotograficznej linii Cyber-Shot. Również software o tym świadczy. Wśród dodatków, których nie mogło zabraknąć, są m.in. SmileShutter oraz tryb wykrywania twarzy. Pierwszy jest po to, aby zdjęcie zostało zrobione dopiero, gdy osoba, którą fotografujemy, się uśmiechnie, a drugi jest odpowiedzialny za odnajdywanie w kadrze twarzy i utrzymaniu na nich ostrości. Trudno powiedzieć, który z nich jest bardziej potrzebny, bo każdy się mylił – na szczęście nieczęsto. Zdziwiłbym się, gdyby producent nie dodał autofocusu – działa szybko i dokładnie. Kolejną fajną funkcją, co do której mam jednak zastrzeżenia, począwszy od modelu K800i, jest BestPic. Tryb ten umożliwia wykonanie serii 9 zdjęć (szybkich lub wolnych) i dopiero wtedy wybranie najlepszego… Problem w tym, że od razu musimy tych dziewięć zdjęć przejrzeć – na komórkowym ekraniku – i od razu zdecydować, które zachowamy. Nigdy nie wybieram, tylko mozolnie zapisuję jedno po drugim całą serię, a selekcji dokonuję dopiero w domu na dużym monitorze. A o ile prościej by było, gdyby C903 zapisał wszystkie i dał możliwość dalszego „cykania”!
Maksymalna wielkość zdjęcia to 5 Mpix. O wiele gorzej – jak na dzisiejsze standardy – wygląda nagrywanie sekwencji wideo. Trudno to nazwać filmami, chociaż ich jakość jest zadziwiająco znośna. To nie są według mnie filmy, ponieważ ich rozdzielczość to zaledwie 320 x 240 pikseli. Mało i nie zmieni tego nawet szybkość 30 kl/s. W wypadku filmów muszę schować do kieszeni narzekanie na diody doświetlające – ksenonowa lampa błyskowa byłaby bezużyteczna. Zarówno w przypadku zdjęć, jak i filmów możemy skorzystać ze stabilizacji obrazu. Ta funkcja również działa całkiem dobrze. Zoomu optycznego nie ma, a o 16x cyfrowym wspominam jedynie z dziennikarskiego obowiązku. Zarówno zdjęcia, jak i filmy wychodzą bardzo poprawnie pod warunkiem, że zapewnimy C903 odpowiednio dużą ilość światła. W gorszych warunkach pojawiają się szumy, a obraz może być zbyt ciemny. Miałem możliwość testować modele konkurencji, które – pomimo większych matryc – dawały gorsze efekty.

Nawigacja jest dla mnie trochę nieodgadniona. Jest to odbiornik A-GPS, czyli posiada możliwość pobierania z sieci podpowiedzi o naszym aktualnym położeniu. Z wyłączonymi podpowiedziami nie udawało mi się szybko ustalić pozycji – dochodziło nawet do sytuacji, gdy po 15 minutach stania w miejscu pod gołym niebem na otwartej przestrzeni C903 widział 7–8 satelitów, a nie potrafił/nie chciał wyznaczyć pozycji. Z włączonymi podpowiedziami było już lepiej. Odbiornik znacznie szybciej łapał fix – na ogół w 1–2 min i stabilnie utrzymywał połączenie. Wspomniałem na początku tekstu, że komfortowo korzystało mi się na w tym modelu z aplikacji NaviExpert. To prawda, ale pamiętajmy, że odbiornik nie w każdych warunkach łapał sygnał. Przebywając za granicą, gdzie pobranie podpowiedzi może się okazać zbyt drogie, i wgrywając do pamięci C903 aplikację z mapami rastrowymi, które nie wymagają połączenia z Internetem, możemy się niemiło zdziwić, gdy telefon, widząc satelity, przez kilkanaście minut nie zechce ustalić naszej pozycji. Podobne rozważania pojawiają się, gdy do zrobionego zdjęcia chcemy dodać informacje o położeniu – tzw. geotagi. Będziecie stali przy Koloseum przez 10 min zanim telefon odnajdzie swoje miejsce na ziemi?
Na uwagę zasługuje aplikacja o nazwie Tropiciel. Nie jest to nowy twór w gamie aplikacji Sony Ericssona. Program to osobisty trener, który na podstawie kilku podanych informacji o nas (waga, wiek, wzrost) oraz bazując na współrzędnych GPS, prowadzi dziennik naszych poczynań sportowych. Podobną aplikacją – tym razem jednak działającą w oparciu o akcelerometr – jest WalkMate, który zlicza nasze kroki.
Muzyczna strona testowanego Sony Ericssona wygląda niemal identycznie, jak w większości modeli tego producenta. Odtwarzacz jest przejrzysty w obsłudze, oferuje funkcję MegaBass oraz umożliwia wyświetlanie okładek płyt utworów, które słuchamy. Jest też radio FM z funkcją RDS, czyli informacjami nadawanymi przez rozgłośnie, które są widoczne wprost na ekranie. Gdy usłyszymy utwór, który nam się podoba, a nie znamy wykonawcy lub tytułu, możemy skorzystać z funkcji TrackID. W zdecydowanej większości telefonów tego producenta na drodze do pełni szczęścia staje złącze systemowe poprzez które podłączamy słuchawki – nie jest to popularny jack.
Pamięć C903 to około 130 MB, którą możemy rozszerzyć o kolejne 16 GB. Nie miałem tak dużej karty, więc użyłem karty 8 GB, którą telefon rozpoznał bez najmniejszego problemu.
Komunikacja
C903 pracuje w czterech częstotliwościach sieci GSM oraz dwóch UMTS/HSPA. Istnieje możliwość wykonywania połączeń wideo, jednak są one realizowane przy pomocy głównej kamery – nie ma dedykowanej na przednim panelu. Bardzo dobrze działa komunikacja Bluetooth, ale to już standard u tego producenta – połączenia są stabilne, dane przesyłane szybko i nie ma ograniczeń co do ilości plików, jakie możemy jednorazowo przesłać. Dodatkowo można skorzystać z A2DP, czyli muzyki stereo w bezprzewodowych słuchawkach. Łatwe drukowanie naszych fotek jest możliwe dzięki PictBridge – wystarczy kabelek i kompatybilna drukarka, a tych na rynku jest sporo i wcale nie zrujnują naszych kieszeni. Inną perełką, która u konkurencji jest stosowana już od dawna, jest wyjście TV. Po dokupieniu specjalnego kabelka będziemy mogli podłączyć telefon do telewizora lub monitora.
Bateria i dodatki
Z całą pewnością nie jest to telefon dla biznesmena. Nie otworzymy na nim dokumentów typu DOC lub PDF, a o ich edycji tym bardziej możemy zapomnieć. Plusem jest rozbudowana książka teleadresowa mogąca pomieścić aż 1 tys. kontaktów (po siedem numerów w każdym). Nie spotkałem się jeszcze z osobą, dla której byłaby to liczba niewystarczająca.
W kontekście organizowania fotograficznych safari przyda się dobra bateria. I rzeczywiście litowo-polimerowe ogniwo o pojemności 1 000 mAh spisuje się bez zarzutu. Testowanego Cyber-Shota zabrałem na kilkudniowy wyjazd, podczas którego sporo nawigowałem i zrobiłem ok. 200 zdjęć. Do tego doszło kilkanaście krótkich rozmów telefonicznych, dwie wideorozomowy i niewielka liczba SMS-ów – przez cały ten czas Sony Ericssona C903 ładowałem dwukrotnie. Wprawdzie pod koniec wyjazdu intensywnie domagał się już podłączenia do sieci, ale dotrwał i ostatecznie skapitulował dopiero w domu. Z czystym sumieniem mogę potwierdzić, że C903 wytrzymuje 3 dni intensywnego użytkowania. Kolejną rzeczą, która pozytywnie mnie zaskoczyła, było to, że przez cały okres testów telefon działał bardzo stabilnie i ani razu nie musiałem go reanimować.
Sony Ericsson C903:
• Cyber-Shot 5 Mpix,
• UMTS/HSPA 900/2100,
• MegaBass,
• 2.4″” QVGA,
• odbiornik GPS,
• wyjście TV.
Po swoim protoplaście, modelu C902, testowany sony ericsson przejął niechlubną spuściznę w postaci doświetlenia LED oraz mizerną – w porównaniu do dokonań konkurencji – matrycę 5 Mpix. Po wyżej sytuowanym C905 – rozsuwaną klawiaturę oraz GPS. Testowany C903 ma w sobie potencjał, by stać się naprawdę popularnym telefonem – głównie wśród młodzieży – jeżeli tylko będzie dostępny w niewygórowanej cenie.
test ukazał się w magazynie Mobility















