Oczywiście mowa o nowym LG z serii Chocolate, ale tytuł bynajmniej nie jest aż tak zwodniczy. Nie pamiętam, dosłownie, kiedy ostatni raz miałem w dłoniach telefon równie elegancki, stylowy i dający poczucie luksusu.
Niemal rok temu testowałem telefon Prada II, lecz nowy „Czoklet” – a nie spodziewałem się tego po nim – przewyższa model znanego domu mody o lata świetlne. Oczekiwałem, że BL-40 (bo tak bezdusznie został ochrzczony) charakteryzuje się jedynie ciekawym ekranem i odmiennym sposobem prezentowania treści na wyświetlaczu. Nic bardziej mylnego – w miarę zagłębiania się w jego funkcje odkryłem kilka możliwości, które mnie zaskoczyły.
Pierwsze wrażenie, po wyjęciu telefonu z pudełka: – Jaki on duży i ciężki!
Pierwsza myśl po włączeniu ekranu BL-40: – Ten ekran usprawiedliwia jego gabaryty.
Później zaczęła się moja przygoda z czymś, co nie przypomina żadnego innego urządzenia, z jakim miałem styczność wcześniej. Niby normalny telefon, a jest w nim coś kosmicznego. Czułem się przez chwilę jak bohater StarTreka trzymający w ręce wąski, czarny panel, który rozbłyska panoramicznym, żywym obrazem prezentującym informacje o obcej cywilizacji.
LG BL-40 potwierdza prawdę znaną od wieków, że piękno tkwi w prostocie. Jest to chyba najbardziej ascetyczna i prosta obudowa, jaką kiedykolwiek widziałem, a jednocześnie jest niebywale elegancka. Obudowa wygląda tak, jakby składała się z czerwonego, podłużnego pudełka owiniętego czarnym, gładkim materiałem, którego boki łamie srebrna błyszcząca wstawka. Odporny na zarysowania panel przedni jest idealnie równy – na jego dolnej części prześwituje logo producenta, a na górze wycięto otwór głośnika, po którego prawej stronie umieszczono dwa czujniki: natężenia światła i zbliżeniowy. Pochwała za ten ostatni, ponieważ podczas rozmowy nie aktywujemy uchem niechcący jakiejś funkcji. Na przedzie nie znajdziemy absolutnie żadnych przycisków.
Podobnie elegancko prezentuje się spód telefonu. Tutaj, w srebrnej, skupiającej całość otoczce umieszczono „oko” obiektywu i diodę doświetlającą kadr. Poniżej umieszczono podłużny napis mówiący, że wytwórcą skromnej matrycy 5 Mpx jest Schneider Kreuznach. Na prawym boku znajdują się trzy, mające kształt łzy, przyciski: spust migawki oraz zoom. Na lewym jest tylko jeden i – chronione zaślepką – złącze ładowania. W górnej czerwonej płaszczyźnie umieszczono przycisk włączania, który jednocześnie pełni funkcję blokady telefonu, oraz coś, czego zupełnie się nie spodziewałem – normalne wejście słuchawkowe jack 3.5.
W 1934 roku architekt Czesław Przybylski zaprojektował w Warszawie „Dom bez kantów”, a w 2009 roku LG stworzyło „Czekoladę bez kantów”. To żartobliwe sformułowanie w pełni oddaje wygląd testowanego cacka. Jedynie góra i podstawa są idealnie ścięte, co umożliwia postawienie komórki w pionie – w podobny sposób często stawiamy telefony stacjonarne. Bryła jest gładka i błyszcząca – zawijasy własnych linii papilarnych znam już na pamięć.
Kinowe 21 : 9 i system
Ekran robi ogromne wrażenie. Prezentujący 16 mln kolorów wyświetlacz o rozdzielczości 345 x 800 pikseli i proporcjach 21:9 umożliwia (w połączeniu z nowym systemem LG) – niespotykany dotąd – sposób prezentowania obrazu. Ekran dotykowy wykonano w technologii pojemnościowej, co oznacza, że możemy zapomnieć o rysiku, a całość obsługi odbywa się za pomocą delikatnych muśnięć – możemy wybierać w 3-stopniowej skali czułości.
Producent po raz kolejny zastosował system S-Class oparty na sześcianie prezentującym poszczególne ekrany, a są one cztery: kontakty, widżety, skróty i Internet. Pomiędzy nimi możemy się przemieszczać albo przez przeciągnięcie palcem w poprzek ekranu, albo obracając wspomnianą bryłą 3D.
Kilka uwag o każdym z ekranów. Kontakty prezentują miniaturkę zdjęcia przypisanego do osoby oraz opis tekstowy. Dopiero po stuknięciu na wybrany kontakt uaktywnia się większe okienko, a w nim dokonujemy już wyboru pomiędzy opcjami „wideopołączenie”, „rozmowa”, „wiadomość” i „edytuj”. Co ważne, mamy dostęp do wszystkich numerów danej osoby, a nie tylko jednego ustawionego jako domyślny. Najwygodniej przegląda się ten ekran, gdy ustawimy sześć kontaktów, ponieważ tyle mieści się jednorazowo na wyświetlaczu, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by było ich więcej – wówczas ekran będziemy musieli przewijać w pionie. Nowe kontakty dodajemy poprzez oznaczenie ich jako „Ulubione”. Ekran „widżety” prezentuje maksymalnie dziewięć różnych miniaplikacji wyświetlanych bezpośrednio na ekranie. Możemy je sobie dowolnie poukładać lub zdać się na automat szeregujący je według własnej domyślnej siatki. Na bieżąco możemy mieć na widoku m.in. kalendarz, pogodę, zegar lub informacje o nowych zdarzeniach. Internet to ekran prezentujący miniatury ulubionych stron WWW. Dzięki temu możemy już po dobrze znanej kolorystyce/layoucie odszukać stronę, którą chcemy wyświetlić. Ostatnim ekranem są skróty. Tego chyba nie muszę nikomu wyjaśniać. Wiąże się z tym jednak ciekawa funkcjonalność BL-40. Do poszczególnych skrótów możemy zdefiniować symbol, który – narysowany przy zablokowanej klawiaturze – włączy od razu przypisaną do niego czynność. Nie ma szybszego i prostszego sposobu na włączenie kontaktów, napisanie nowego SMS-a lub włączenie odtwarzacza.
Główne menu składa się z czterech części tematycznych (połączenia, rozrywka, narzędzia i ustawienia) prezentujących trzy duże ikony w widoku pionowym lub osiem mniejszych ikon – w poziomym. Przełączanie następuje automatycznie, z wyzyskaniem wbudowanego czujnika położenia. Piktogramy możemy zamieniać miejscami, zgodnie z własnymi upodobaniami. W telefonach LG podoba mi się proste, dające dostęp do podstawowych parametrów menu, które pojawia się, gdy w trybie gotowości tapniemy na górną belkę systemową. Wówczas wysunie się półprzezroczysty ekran ustawień, jak: Bluetooth, WiFi, alarmy, odtwarzacz MP3, zdarzenia i profil działania telefonu.
Przy opisywaniu ekranu i systemu muszę napisać o zupełnej nowości – tzw. trybie Dual Screen, który wykorzystuje w pełni możliwości drzemiące w panoramicznym ekranie testowanego BL-40. Ten tryb to niejako dwa ekrany na jednym. Doskonale jest to widoczne przykładowo przy przeglądaniu SMS-ów lub e-maili, gdzie po lewej stronie widzimy listę otrzymanych wiadomości, a po prawej – ich treść. Genialnie spisuje się klawiatura QWERTY! Wielkość przycisków, ich rozmieszczenie oraz czułość ekranu są wprost stworzone do szybkiego pisania. Zestrojenie tych parametrów można postawić za wzór innym producentom.
Inną zaletę ekranu o proporcjach 21:9 dostrzeżemy w aplikacjach. Zazwyczaj obraz jest wyświetlany jako odpowiednik QVGA. W przypadku ekranu 240 x 400 (proporcjonalnie 480 x 800) pod oknem aplikacji są wyświetlane tylko podstawowe przyciski, a klawiatura alfanumeryczna jest dostępna po przełączeniu. W LG BL-40 widzimy na ekranie wirtualny odpowiednik tego, co jest dostępne w telefonach z normalną klawiaturą. Komfortowo możemy zatem obsługiwać te aplikacje, które umożliwiają łatwe, dzięki klawiszom numerycznym, przełączanie funkcji.
Multimedia i pamięć
LG BL-40 to 4-calowe kino. Prezentowany na nim obraz ma podobne proporcje jak ten znany z kinowych ekranów, dlatego też, gdy do pamięci telefonu wgrałem X-Mena, ten zajął niemal cały ekran – dokładnie 800 x 337, a ekran ma 345, czyli różnica przy tej konkretnej produkcji wynosi zaledwie osiem pikseli. Niestety podana rozdzielczość to tylko hipotetyczny rozmiar, ponieważ przy takich filmach LG wstydliwie wyrzuca błąd o nieobsługiwanej rozdzielczości.
Rewelacyjnie komfortowo, z racji wielkości ekranu, robi się zdjęcia. W większej części aparatów wbudowanych w „dotykowce” przyciski sterujące zajmują dużą część ekranu i przysłaniają – dopóki ich nie ukryjemy – kadr. W wypadku testowanego Chocolate jest inaczej! Przyciski cały czas są widoczne na ekranie, a pomimo tego proporcje wykonywanych zdjęć są i tak mniejsze. Cały interfejs aparatu jest bardzo ładny. Wirtualne klawisze, które znajdują się po bokach ekranu, umieszczono na materiale przypominającym fakturą skórę – taki sam deseń jest często spotykany w uchwycie lustrzanek.
Same zdjęcia nie powalają na kolana. Podobnie jak ma to miejsce także w innych modelach tego producenta, o ile nie zapewnimy naprawdę dużej ilości światła, występują spore szumy, a kolory nie mają płynnych przejść tonalnych. Dioda doświetlająca niewiele tutaj pomaga, a wręcz często szkodzi, powodując przepalanie efektu. Wykonując zdjęcia w dzień, gdy światła jest pod dostatkiem, możemy się nieźle bawić. LG do dyspozycji oddał nam stabilizację obrazu, śledzenie twarzy, tryb panoramy, wykrywanie uśmiechu, samowyzwalacz i geotagowanie… a to tylko część dostępnego arsenału. Ciekawym trybem do eksperymentowania jest ręczny autofocus, w którego wypadku ustawiamy ostrość, przesuwając wyświetlonym na ekranie suwakiem. Ale to raczej gadżet.
Nagrywanie filmów cechują identyczne przypadłości. Przy niedoborze światła, możemy zapomnieć o zadowalających efektach. Maksymalny rozmiar filmu to tylko 640 x 480. Aż chciałoby się więcej, a ja osobiście spodziewałem się, że przy takich proporcjach ekranu, również i rejestrowany materiał wideo będzie zdecydowanie bardziej rozciągnięty. Filmy są nagrywane bez ograniczeń czasowych.
Producent już po raz kolejny zastosował dużą pamięć wewnętrzną. Tym razem jest to 1,5 GB, a więc możemy – przynajmniej na początku zabawy – nie zaopatrywać się w dodatkową kartę pamięci. Gdybyśmy jednak chcieli, to „Czekoladowy Potwór” połyka karty microSD i nawet 32 GB (czyli maksimum dla standardu microSDHC) nie staną mu w gardle. Pamięć dedykowana poszczególnym funkcjom wynosi odpowiednio: 1000 SMS, 1000 kontaktów, 500 wpisów w kalendarzu, 100 zadań do wykonania, 100 notatek, 10 alarmów, 200 wpisów w historii połączeń oraz 50 zakładek. Testowo wrzuciłem, wypełnioną po brzegi muzyką, kartę o pojemności 16 GB i LG obsłużył ją bez problemu.
.jpg)
Łączność i bateria
Tutaj nie ma do czego się przyczepić. LG obsługuje wszystkie najnowsze i mogące się na co dzień przydać standardy. Mamy Bluetooth 2.1 z EDR i trybem A2DP, jest WiFi 802.11 b/g oraz komunikacja USB 2.0. Jest też transmiter FM, który – w połączeniu z pojemną kartą pamięci – umożliwia wysłanie sygnału audio do zewnętrznego radia. Dwie uwagi: udało mi się tego dokonać bez zakłóceń jedynie na odległość 1–2 m, ale za to możemy zdefiniować aż trzy różne częstotliwości nadawania. Kontakt ze światem zapewnia łączność GPRS, EDGE, UMTS oraz HSDPA o prędkości 7.2 Mb/s. Wszystko działa stabilnie.
Poprawiono parametry wysyłanych/odbieranych wiadomości e-mail. Nigdy nie rozumiałem, występującego we wcześniejszych modelach LG, ograniczenia wielkości e-maila do 1 MB. Teraz to zmieniono i możemy przesyłać szalone 2,2 MB – nadal za mało, by odebrać przeciętną pocztę od – o ironio! – chociażby agencji PR LG.
Świetnie działa wbudowany odbiornik A-GPS. Po pobraniu z sieci podpowiedzi pozycja była ustalana w czasie poniżej 30 sekund. Czas ten skracał się do kilku sekund, gdy pokonywałem (nawet z wyłączonym modułem) niewielkie odległości. Jest to szczególnie ważne przy oznaczaniu zdjęć naszymi współrzędnymi.
Bateria – przy intensywnym korzystaniu – wystarczała mi na cały dzień pracy. Tylko jeden dzień. Gdy wyłączyłem WiFi, nie korzystałem z GPS-u, nie robiłem zdjęć i nie przeglądałem stron internetowych, a cały zapas energii przeznaczyłem na rozmowy i esemesy, udało mi się przetrwać trzy dni.
test ukazał się w magazynie Mobility
Werdykt
Nie należy się spodziewać, by „Czoklet” trafił do sprzedaży w niskiej cenie, z całą jednak pewnością będzie ona adekwatna do jego możliwości. Wątpię też, czy zobaczę go w dłoniach młodszego grona użytkowników. LG BL-40 jest modelem multimedialnym, naszpikowanym nowoczesnymi funkcjami – to model przełomowy, pokazujący, w jaki sposób może funkcjonować interfejs w przyszłych modelach, nie tylko LG. Testowany LG to gwarancja, że zwrócimy na siebie uwagę, to telefon szybko i stabilnie pracujący, jednak dla mniej zaawansowanych użytkowników będzie tylko szpanem, bo nie wykorzystają jego możliwości.
.jpg)
















Bardzo dobry telefon… chciaĹ bym go mieÄ
fajnie to wyglada
Kupiłem sobie ten telefon i muszę wam powiedzieć że rewelacja bardzo mi się podoba ale ma kilka wad np przycinająca się muzyka a poza tym wszystko w porządku: Polecam!!
ale fanjny
z powodu zacierania sie granic posrod zakresami mediow, tradycyjna pozycja bibliograficzna jest wydawana na papierze, alisci nieraz towarzysza jej materialy audiowizualne, zawarte na plytach lub kasetach, oraz lektura elektroniczna sposrod natury laczy inskrypcja z multimediami, co byc dluznikiem jest dozwolone jednolitosci elektronicznego srodek masowego przekazu.