
Naszym kolejnym rozmówcą był Lech Walaszek właściciel Promaco jednej z największych polskich firm zajmujących się importem i sprzedażą akcesoriów do telefonów komórkowych.
Panie Leszku niewątpliwie jest Pan osobą, która odniosła sukces. Jak Pan doszedł do tego, do finansowej niezależności?
- Nie było łatwo. Już jako student w każde wakacje wyjeżdżałem do pracy w stoczni, w fabryce chemicznej, wieczorami sprzątałem biura. Pracowałem w Szwecji, by zarobić trochę grosza. Po studiach podjąłem pracę w FSO, w dziale sportu, gdzie zajmowałem się głównie przygotowaniem silników do samochodów rajdowych. To była wspaniała szkoła życia. Następnie otworzyłem własny warsztacik samochodowy (jednoosobowy), który zaczął się rozwijać. Ale to nie było jeszcze to co chciałem robić, więc wyjechałem do pracy do Niemiec na 3 lata. Wróciłem z Niemiec ze znajomością języka niemieckiego i zarobionymi pieniędzmi. W 1986 założyłem Promaco, gdzie pracowałem 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Teraz już mogę trochę zwolnić. Mam firmę liczącą się w branży akcesoriów GSM.
Wspomniał Pan, że Promaco Sp. z o.o. istnieje od 1986r., ale wówczas na rynku bardzo mało było telefonów komórkowych nie wspominając o akcesoriach…
- Tak, ma Pan rację, zacząłem od telewizji satelitarnej – produkcji anten, sprzedaży zestawów i montażu. Prawdopodobnie do tej pory moja antena, jako jedyna w Polsce, posiada homologację, teraz nie jest to obowiązkowe. Następnie zacząłem handlować radiami CB. Jako pierwsi sprzedawaliśmy oficjalnie, załatwiając zezwolenia dla klientów. Sprzedażą akcesoriów do telefonów komórkowych (jeszcze nie GSM) zajmujemy się od 1996 roku. Elektronika, w tym telekomunikacja, zawsze była moją drugą miłością, ale do studiowania wybrałem samochody.
Jak Pan widzi przyszłość firmy?
- Jesteśmy w stosunkowo młodej branży. Myślę, że będę miał co robić aż do emerytury. Co tydzień nowe telefony, a za tym nowe akcesoria oraz części zamienne. Sytuacja na rynku jest trudna, ale ja nie narzekam. Pracujemy tak jak pracowaliśmy, a sprzedaż nam nie maleje.
Słusznie Pan zauważył że nie wszystkie firmy przetrwają recesję. Jak radzić sobie z tym problemem?
- Wierzę, że koniunktura przyjdzie. Firmy z branży teleinformacyjnej powinny zająć się sprzedażą akcesoriów i części zamiennych oraz naprawy telefonów, bo komórek na rynku przybywa i na szczęście dla nas często się psują.
Teraz jest w Polsce 10 mln. telefonów, będzie więcej. Każdy kiedyś musi zmienić baterię, dokupić ładowarkę, zmienić obudowę dla zabawy lub z konieczności lub naprawić telefon, ale wystarczy analiza rynku i dojdą sami do takiego wniosku.
A jakiego Pan telefonu używa?
Ericsson T68 ze względu na GPRS (dużo jeżdżę, odbieram pocztę elektroniczną za pomocą tego telefonu i urządzenia MC218), ponadto akcesoria w samochodzie i w domu pasują od T28, który miałem przedtem. Uważam go za bardzo funkcjonalny i ładny telefon.
Czym mógłby Pan zaskoczyć naszych czytelników?
- Myślę, że tak. Moim hobby jest latanie samolotem. Mam własny samolot i licencję pilota. Latanie jest wspaniałe. Wtedy czuję się naprawdę wolny. Niestety ciągle brakuje mi czasu. Każdą wolną chwilę staram się spędzić z rodziną. Wyjeżdżamy na wspólne wczasy, na działkę poza Warszawą. Cenię aktywny wypoczynek, dlatego jeżdżę na nartach, rowerze oraz gram w tenisa.
Jak Pan radzi sobie z trudami życia, ze stresem, nerwowymi sytuacjami, itp.?
- Jestem urodzonym optymistą i lubię ryzyko zawodowe, podjąłem w życiu klika ryzykownych decyzji. Z propozycji wspólnego przedsięwzięcia niektórzy się śmiali a teraz żałują. Ja ciężko pracowałem, a efektem finansowym mojej pracy jest Promaco. To moje życie, a droga, którą obrałem była dobra. Miałem pomysł i oczywiście szczęście dzięki któremu udało mi się wprowadzić go w życie.
Pana sposób na życie…
- Zarabiam po to aby żyć, a nie żyję dla zarabiania pieniędzy. Najważniejsza jest dla mnie rodzina oraz przyjaciele.
Dziękuję za miłą rozmowę i życzę sukcesów.
Rozmawiał Tomasz Cieślak















